Blog w proszku

07sty11

Witajcie w nowym roku! W drugą dekadę XXI wieku weszliśmy z przytupem na dwie nóżki, a dźwięk, jaki się spod obcasów wydobył, brzmiał jak „F” i „B”. To nowe dziesięciolecie bardzo przyjemnego obdzierania siebie z resztek prywatności i dywersyfikacji działalności internetowych molochów. W końcu człowiek zmierza ku chmurom. Ku chmurze. Dziś jednak nie opowiem bajeczki o Facebooku opisującej go w skali makro. Będzie to tragedia, póki co w jednym akcie, niedokończona; gdzie żywota dokona dramatis persona: blog Lukaszqa. Na pewno?

Podświadomie zacząłem traktować własną twórczość i aktywne uczestniczenie w sieci (nie mylić z social networkingiem) jak zupkę w proszku. Jak żarcie do mikrofalówki. Po co mam z pietyzmem oddawać się idei slow-foodu w kuchni, pichcąc pyszności według przepisów babci, skoro w ciągu kilku minut mogę rozkoszować się smacznym daniem? Nawet jeżeli są to tylko puste kalorie, a orientalny aromat – glutaminianem sodu. Zgłodnieję, to za chwilę sięgnę po coś nowego. Film, wpis na blogu, wykop, komentarz, tweet – ciach!, prach!, dawać następne!


Autor: Franco Bouly, CC-BY-ND 2.0

Social networking daje nam w tej chwili wszystko to, co pozwala wyrażać swoje myśli, ekscytacje i podniety. Wraz z rozwojem Facebooka i Twittera, gdzie mam przynajmniej kilkudziesięciu stałych „odbiorców”, po co miałbym pisać własnego bloga, nie mającego żadnej konkretnej tematyki? Pierdoły i chwilowe sensacje mogę sobie wyćwierkać. Czy ktoś w ogóle oprócz mnie to czyta? Tak, ruskie botnety – dop. русский ботнет. Złotym środkiem może być serwis typu Tumblr, który jest takim WordPressem instant. Nie przekonuje mnie to jednak do większej aktywności e-piśmiennej. Może to i dobrze. Ilość, nie jakość? No way! Z drugiej strony skąd energię czerpią ludzie, którzy nie prowadzą bloga tematycznego, a wpisy z różnych dziedzin zamieszczają z zaskakującą regularnością? Nie są prokrastynatorami. Ha! Trafiłem w sedno.

Taniochę zawsze łatwiej sprzedać i łatwiej spożyć. Do wpisu blogowego muszę się przyłożyć – nie napiszę notki w 2 minuty. Social streaming i automatyczne odświeżanie rozwala mnie od środka, nie popędzając synaps do galopu. Nie wierzę, że nie mam nic do powiedzenia – czasem trudno zamknąć mi jadaczkę. :) Nie zamierzam jednak rezygnować z uzależnienia od „fejsa” – póki nie trzeba dzielić się informacjami medycznymi, pofolguję sobie trochę. Zaś co do blogów i tworzenia contentu powrócę następnym razem w iście ekomersowym stylu. :)

2 odpowiedzi na “Blog w proszku”


  1. 1 Andrzej Zamieszczono 8 stycznia 2011 - 21:26

    Pisz, pisz, pisz, pisz, pisz :D

  2. 2 Graża Zamieszczono 10 stycznia 2011 - 22:04

    no właśnie pisz pisz :-) ja to czytam i bardzo mi się podoba !!!

Zostaw odpowiedź


Cenne wskazówki: nie spamuj, nie obrażaj i nie prowokuj. Niecne komentarze nie będą publikowane, a ich autor zostanie wyklęty po wsze czasy.




A cóż to?

To wpis w blogu Łukasza, sporządzony jego aksamitną dłonią. Pamiętaj o wszechmocnych prawach autorskich!

Wpis "Blog w proszku" został opublikowany w kategorii Internet i Przemyślenia.

Styczeń 2011
P W Ś C P S N
« paź    
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31