Bardzo łatwo jest wpaść w rutynę. Błogosławieni ci, którzy nie poddają się po drugim kroku w ciągu logicznym „koncepcja – realizacja – kontynuacja”. Twardzi są, nie mientcy. A może jednak są prawdziwymi wizjonerami lub mają ciekawy żywot obfitujący w anegdotki niczym cylinder magika w króliki? Zazdroszczę fuksa. Brawo! Pytanie retoryczne zadane, wstęp jako-tako odwalony.
Zacząłem ostatnio trochę pisać ręcznie i powiem szczerze, że to takie romantyczne. W moim mózgu. Gdy ktoś po mojej śmierci zabierze się za redagowanie tych pamiętników, jestem przekonany, że po ich lekturze pierdolnie sobie blachę w czoło i zada pytanie, w jakich bólach rodziły się te perełki literatury – użytkowej czy też może impresjonistycznej? Fajnie jest notować ręcznie. O ile tego nienawidziłem przez wszystkie lata edukacji, tak teraz doceniam tę formę archiwizacji myśli – przede wszystkim na jej osobisty charakter: w MySQL nie pozostawię komórek naskórka.

Autor: Thom R., CC-BY-NC-SA 2.0
Jednak jestem ograniczony – do tej pory całkiem nieźle przekonywałem się, że jestem jednym z mądrzejszych ludzi na świecie. Na koncercie AC/DC spełniło się moje marzenie, by zobaczyć grupę na żywo. Miodowy Ciechan był już za stary. Mam porządek w torbie, a rachunki z dowodami wpłat powpinane do segregatora. Kupiłem trzy numery PSX Extreme pod rząd, choć dalej laser w PS2 czeka na wymianę i przejście Metal Gear Solid 3. Widziałem w Suwałkach żula w ramonesce, sączącego wieczornego mózgojeba na murku przy głównej ulicy miasta, na dodatek przy ładnej pogodzie. Nie trawię jednak słuchawek dousznych i obejrzałem „Kompanię braci”. I, kurwa, kompletnie nieużywany mózg mi zanika. Sprawa dla neurochirurga.
Będzie wkrótce trochę o komputerach, trochę o książkach (a może też i muzyce?), no i trochę fikcji (ale nie tutaj). Warto stawiać sobie nowe cele i od dzisiaj nie zastanawiam się, czy mam nowe pomysły, tylko kiedy je wszystkie zrealizuję. Na pocieszenie powiem, że zacząłem dobrze. Zachęcam do subskrybowania kanału RSS. I tak ciągle siedzisz przed komputerem.



Wchodzac w drobną i niezobowiązującą polemikę powiem, że stawianie sobie kolejnych celów to nie wszystko. Czy cele będą ułożone w czasoprzestrzeni tak jak punkty znaczące końce parzydełek rozpieprzonej błogo i na płasko meduzy na piachu? W kształt tarczy zegara? Do czego to prowadzi?
Cel, pal. Linia prosta, z lekką parabolą, która ostatecznie ściąga ku ziemi, a dokładniej 6 stóp pod ziemię. Bo w końcu i tak wszyscy umrzemy. Ale realizacja WIELKICH CELÓW (na bogów, rozmiar liter mnie przytłacza), poprzez maluczkie, drobniuteńkie kroczki nadaje w zasadzie sens naszej krótkiej egzystencji. Tak. Tylko trzeba nadać temu pierdolniętemu okrętowi, tej rozpierdolonej tratwie, temu kutrowi do połowu ślimaków znad Amazonki odpowiedni kurs. Zatem sekstans w dłoń i ku chwale pra-ojczyzny, własnego mega-wyjebanego-w-kosmos ego. Zrealizujmy pierwszy cel.
Do Pierdonki po chleb.