Taki właśnie tytuł nosi artykuł z okładki marcowego Fortune. Zaskoczy on osoby czerpiące wiedzę o świecie wyłącznie z malutkiego lufciku na świat, otwieranego codziennie o 19:30. Dlaczego? Bo nie będzie tu lamentu nad kondycją czytelnictwa Polaków (choć faktycznie: jest nędza), ani elaboratów psychologów do wynajęcia, bezdyskusyjnie obarczających internet i “pokrewne szatany” za źródło ww. stanu. Pomówmy raczej o nośnikach słowa pisanego (wyświetlanego?) i ich przyszłości.
Rzecz jasna, bodźcem setek dyskusji i rozważań takich jak cover story Josha Quittnera czy chociażby ten tekst była styczniowa premiera iPada – nowego wynalazku Apple. Ten przerośnięty iPod Touch – oprócz tradycyjnego zalewu pieśni pochwalnych ku czci firmy owocowej z Cupertino – wywołał w Sieci również sporo niezbyt przychylnych reakcji: “że to nieby czytnik e-booków ma być?” Według mnie iPad wraz z innymi czytnikami takimi jak Kindle czy rodzimy eClicto idą w dobrym kierunku, ale rynsztokiem – zamiast wybrukowanym środkiem gościńca.

Autor: Glenn Fleishman, CC-BY 2.0
Zdaje sobię sprawę, że obecna generacja e-readerów, jest generacją pierwszą, ciągle zapuszczającą się na terra incognita dystrybucji contentu dla urządzeń mobilnych. Uważam, że jako koncept iPad przegrywa w jednej zasadniczej kwestii – jest nijaki. Ani to “MacTablet” z krwi i kości, ani czytnik e-booków. Pozostałe urządzenia starające się o trofeum w tych dziewiczych regatach również nie ustrzegły się fundamentalnych błędów, ale cóż: to w końcu początki, a pierwszy raz zawsze jest trudny. I zazwyczaj bardzo szybko się kończy.
Czego oczekuję od czytnika cyfrowych książek, który ostatecznie przekonałby mnie do zaprzestania finansowania krwiopijców wycinających lasy równikowe?
- Żywotnej baterii. Przepraszam, ale czy dziesięć godzin to długo? Nie. Zwłaszcza przy obecnej jakości połączeń kolejowych. Nie mam ochoty na ustawiczne podładowywanie urządzenia.
- Błyskawicznego bootowania. Włączam i czytam. eClicto uruchamia się 25 sekund! WTF? Procesor tego czytnika taktuje z częstotliwością 200 MHz. Commodore 64 miał 1 MHz i uruchamiał się od razu.
- Wyraźnego wyświetlacza. Chcę czytać w słońcu, chcę czytać przy słabym świetle. Idę na ustępstwo i nie muszę zanurzać się w lekturze w lesie podczas nowiu – po paru chwilach wzrok byłby zmęczony od wpatrywania się w źródło światła.
- Prostoty użytkowania. Nie potrzebuję gadżetów typu odtwarzacz muzyki, gry czy przeglądarka zdjęć – takie cuda mam w telefonie komórkowym. Intuicyjny interfejs i czcionki zawsze szeryfowe (ułatwiają czytanie!) to jest to.
- Wypożyczalnia e-booków? Tutaj już troszkę popuszczam wodze fantazji. Są takie książki, które ma ochotę przeczytać się tylko raz… albo wcale. Dajmy na to: za 3 € wypożyczam Kryształowego anioła. Po upływie 12 godzin mam wybór: albo dopłacam do równowartości książki i zachowuję ją na swojej wirtualnej półce, albo w przypadku kompletnego literackiego syfu bez żalu pozwalam plikowi automatycznie się skasować. Pozwalam więc mu się skasować.
Zbyt duże wymagania? Nie sądzę. W drugiej części Powrotu do przyszłości w scenie z automatem do gier dzieciarnia stwierdziła, że gra z użyciem rąk to dziecinada. A co mamy dzisiaj? Proszę bardzo: Natal już wkrótce!
Niczym futurolog z Faktu przepowiadam, iż ta dekada będzie należeć do cyfrowych książek i czytników. Liczę na progres w tej materii, a nie na poprzetykaną plastikowymi kwiatami stagnację. Warto wymagać. Zwłaszcza dla dobra literatury, czytelnictwa i szkółek leśnych.



thumbs up from me
Tematyka idealnie moja
)
Cała idea e-papieru, to pożeranie baterii tylko i wyłącznie przy zmianach na wyświetlaczu. Producenci zawsze podają ile stron można przeczytać na jednej baterii (około 30000 zazwyczaj
)
.
. I nie widzi mi się rozwiązanie działania przez 12 godzin, a co jeśli chcę ją przeczytać w całości tylko nie mam czasu? Twoje rozwiązanie trzeba by nazwać testerem e-booków. Przez wypożyczenie rozumiałbym możliwość jednokrotnego przeczytania danej książki, rozwiązań żeby coś takiego zrobić byłoby kilka na pewno
IPad to komputer tabletowy i nie ma nic wspólnego z e-readerami. E-reader to czytnik wykorzystujący technologię e-papieru bez własnego podświetlenia ekranu (więc można czytać i w nowiu, bo to księżyc nam będzie tekst oświetlał ;P)
Wiem, zdarzają się urządzenia nazywane e-readerami ze standardowymi ekranami, ale po to chcę e-readera, żeby nie musieć czytać na laptopie i męczyć oczu.
Odnośnie eClicto – byłaby świetna sprawa i najprawdopodobniej byłby już mój, gdyby nie fakt że odczytuje tylko dedykowany przez Ruch format plików. Dla mnie to niedopuszczalne, chcę móc czytać pdfy, txt i doci (a najlepiej i odt) bez problemów.
Czy generacja e-readerów jest pierwszą? Iliad (jak dla mnie lider w tej dziedzinie) wypuścił już 3 lub 4 wersje swoich czytników (Book version najwspanialszy
Zywotność baterii – przy jakim czytniku ktoś napisał 10 godzin?
O bootowaniu się nie wypowiem, bo nie widziałem żadnych testów, ani żadnych nie bawiłem się żadnym czytnikiem.
Wyświetlacz – ja wymagam technologii e-papieru w wyświetlaczu. Nie żadne LED, oLEDy, czy inne takie. Komfort dla oczu musi być porównywalny dla czytania książki. Czyli wyraźne litery, dobry kontrast i brak własnego podświetlenia.
Prostota użytkowania – zgodzę się w całej rozćiągłości. E-reader ma służyć do czytania. Jedyną funkcjonalnością która byłaby mile widziana (i jest w niektórych droższych czytnikach), jest możliwość pisania odręcznych notatek za pomocą specjalnego stylusa
Wypożyczalnia e-booków – jak najbardziej, ale za 3 złote, nie 3 euro